Biegowy weekend w Ostródzie

Potrzebowałem małego resetu. A może nie takiego małego. Potrzebowałem resetu. Potrzebowałem odpocząć. Uciec gdzieś na weekend. Zaszyć się gdzieś daleko i odpoczywać. A nie ma dla biegacza lepszego odpoczynku niż bieganie. Więc odpoczywałem, biegając po wzgórzach, dookoła jezior, na przełaj i w kopnym śniegu. Biegałem w Ostródzie. Było wspaniale!

REKLAMA

Sobota

Do Ostródy zawitałem w sobotę w godzinach okołopołudniowych. Dosyć szybko zameldowałem się u Weroniki (tak, to właśnie ta, z którą przebiegłem dwa maratony w jeden weekend) i podjęliśmy jedyną sensowną w tych okolicznościach decyzję: „Idziemy biegać”. W planach było około 10 kilometrowe rozbieganie po zaśnieżonym lesie.

Zaczęliśmy tradycyjnie wzdłuż Jeziora Drwęckiego. Biegniemy bulwarem w stronę lasu. Jest zimno, ale jest ładnie. Mamy wrażenie, że mijającym nas ludziom robi się zimno od naszego widoku. Nam też nie jest zbyt ciepło, ale spokojnie, to tylko rozgrzewka.

Wbiegamy do lasu. Gałęzie drzew uginają się pod ciężarem śniegu. Gdzieś zza drzew świeci słońce. Jest zimno, biało i pięknie. To najpiękniejsza forma zimy, jaką można sobie wymarzyć.

Biegniemy wzdłuż jeziora. Aby nie było za łatwo skręcamy w mniejszą dróżkę prowadzącą bliżej brzegu. Śnieg przyjemnie chrzęści pod nogami, ścieżka się zwęża, zwęża i niemal zanika. Skręcamy w lewo. Nie widzimy ścieżki, ale nas to nie przeraża. Biegniemy na przełaj przez las. Po prawej niski zagajnik na brzegu jeziora, a nad nami monumentalne sosny. Krajobraz jak z Baśni Andersena.

Las niedaleko Ostródy

W końcu zaczynamy widzieć jakąś ścieżynkę. Zaczynamy się jej trzymać. Ścieżynka się powiększa i powiększa, aż w końcu znowu wracamy na główną drogę.

Weronika sobie znanymi ścieżkami prowadzi nas dalej. Kiedy pada pytanie czy skręcamy tutaj czy dokręcamy jeszcze małe kółko, odpowiadam, że dokręcamy. Po takim lesie mógłbym biegać godzinami.

Biegnąc wzdłuż Kanału Elbląskiego pomiędzy drzewami przemyka nam stado łań. Zatrzymujemy się i podkradamy w stronę łąki, na której pewnie szukają pożywienia. Nie wiemy czy nas widzą, prawdopodobnie nas nie czują, lecz na pewno nas usłyszały. Patrzą się w las, w którym przycupnęliśmy. My widzimy je dobrze. Całe stado. Kiedy puściły się biegiem przez łąkę naliczyłem 10 sztuk. Chwilę później my też puściliśmy się biegiem za łaniami.

Trwało to chwilę. One poruszały się łąką, my drogą wzdłuż łąki. One się, co chwilę zatrzymywały i my także. Byliśmy jak tacy prehistoryczni myśliwi, polujący na zwierzynę. Brakowało nam tylko dzid w rękach.

Potem nasze drogi się rozdzieliły. Łanie w gęstym lesie zniknęły nam z pola widzenia i znowu zostaliśmy sami. Kierowaliśmy się już w stronę domu. W stronę obiadu. Tym bardziej, że od owej pogoni za łaniami zrobiłem się głodny.

I jeszcze taki jeden szczegół. Ostatecznie, nasze 10 kilometrów wydłużyło się do 15!

Niedziela

Plan na niedzielę był nieco inny. Przede wszystkim dłuższy i w poszerzonym składzie. Do mnie i Weroniki dołączył tego dnia Rafał.

Zaczęliśmy tak samo. Wzdłuż jeziora i do lasu. Było jakby nieco cieplej niż w sobotę, ale pogoda była brzydsza. Nie było słońca a na otwartych przestrzeniach wiał zimny wiatr.

Tym razem nie skręcamy w las, ale biegniemy drogą wzdłuż Jeziora Drwęckiego. Mijamy charakterystyczną polanę z ławeczkami i małe dzikie zejście do wody naprzeciwko wyspy. To dwa miejsca, które poznałem, kiedy pierwszy raz tu biegałem.

W między czasie rozmawiamy. Rafał planuje start w Biegu Rzeźnika, więc opowiadam. O samym biegu, o przygotowaniach, o tym, co bym zmienił i nad czym popracował, jeśli chciałbym tam znowu pobiec. Opowiadam, co mi ślina na język przyniesie.

Las niedaleko Ostródy

Z ust Weroniki pada pytanie: ?Jak biegniemy?? Męska część wycieczki odpowiada zgodnie z planem: ?Ty tu prowadzisz!?. Chwilę później pada propozycja aby obiec jezioro dookoła. To będzie jakieś 20 km. Od lat chciałem to zrobić, więc jestem za.

Ścieżka odbiega od Jeziora Drwęckiego. Jestem w miejscu, w którym jeszcze nigdy nie byłem. Weronika prowadzi cały czas prosto. Obiegamy dookoła jakieś malutkie zamarznięte białe jeziorko i dobiegamy do dużo większego. To Jezioro Srebrne. Też jest pokryte lodem i śniegiem, ale jest całkiem spore i sprawia wrażenie takiej ostoi zatopionej w lesie. Tym bardziej, że po obu stronach wznoszą się wzgórza a ono leży pomiędzy nimi. Widziałem już kiedyś te jezioro. Dobiegłem do niego, kiedy zgubiłem się w drodze powrotnej z Wińca w zeszłym roku.

Mijamy jezioro i dobiegamy do drogi krajowej nr. 7. Przecinamy ją i znowu jestem w miejscu, którego nie znam. Teren zaczyna coraz bardziej falować.

Przebiegamy przez Faltyjanki – małą wioskę zaszytą gdzieś w środku lasu. Kilka starych chat przysypanych śniegiem i ujadające psy. Szybko przebiegamy przez wioskę i znikamy w lesie. Weronika prowadzi nas na górki. Teren coraz bardziej faluje. Kiedy w pewnym momencie, widzę przed sobą „siodełko”, puszczam się pędem po śniegu w dół. Nie mam zamiaru hamować, mam zamiar tylko się nie przewrócić. Podbieg po zbiegu nie był lekki, ale wbiegłem go ambitnie. Od razu zrobiło mi się lepiej. Tym bardziej, że dalej było kolejne takie siodełko.

Wybiegliśmy w końcu na jakąś większą drogę. Znowu zrobiło się płasko i względnie równo. Za plecami pojawia się jakiś biegacz, a ja doznaję olśnienia – znam tą drogę! To jest droga na Tardę! Znowu jestem w miejscu, w którym już kiedyś byłem.

Końcówka już mniej krajoznawcza. Biegniemy skrajem drogi krajowej nr. 7. Pobocze jest szerokie, ruchu wielkiego nie ma, więc nie jest źle. Choć oczywiście wolałbym po lesie. Swoją drogą ciekawe, co myślą sobie ci wszyscy ludkowie w samochodach, kiedy widzą trójkę, ubranych jak na festyn, osób biegnących podobozem? I to zimą!

Z DK7 zbiegamy przy pierwszej okazji. Resztę drogi pokonujemy już w mieście, chodnikami i ulicami. Zmierzamy do końca. Znowu widzimy Jezioro Drwęckie które obiegliśmy. W żartach pada propozycja: „To, co? Obiegamy jeszcze raz?”

Trasa dookoła Jeziora Drwęckiego

Nie obiegliśmy. Ale i tak zrobiliśmy sobie kawał dobrego leśnego półmaratonu. Cała trasa zamknęła się w 21 kilometrach. Dobrych kilometrach.

REKLAMA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *