Biegowa złośliwość budzika…

To można podciągnąć pod prawa Murphyego, czyli „jak opuścisz jeden jedyny raz trening to później cały dzień będziesz widział innych biegaczy”. Ja to w ostatnich tygodniach przerobiłem kilkukrotnie. A wszystko zaczęło się, jak to zwykle rano bywa, od budzika.

REKLAMA
Sam nie wiem jak to zrobiłem. Jakim cudem chcąc wstać o 6:00 nastawiłem budzik na godzinę 7:00. Oczywiście wstałem i zacząłem się ubierać. W międzyczasie zerkałem na zegarek. Siódma… siódma… to pójdę biegać, wrócę na ósmą… Układanie takiego prowizorycznego planu to codzienność, która pozwala się rano zorganizować. Wrócę o ósmej… Zrobię obiad… Co by tu dziś do pracy sobie ugotować… Hmmm… Zjem obiad o…. cholera! Przecież o ósmej to ja juz muszę wychodzić na pociąg….

W ten to właśnie sposób szlag trafił poranne bieganie.

Zamiast dywagować, co zjeść miedzy bieganiem a pracą zastanawiałem się, co zjeść przed pracą. Przez moją jakże subtelną godzinową pomyłkę wypadło mi poranne bieganie. Cholera!

Ale nic, życie toczy się dalej. Jadąc pociągiem do Warszawy żałuję, bo z okien pociągu widzę ścieżki, którymi regularnie biegam. Są takie zarówno po jednej jak i po drugiej stronie torów. Widać międzyborowskie wydmy, które są moimi jedynymi „górami”. Widzę wiatrak i drogę wzdłuż magistrali gdzie często robiłem długie wybiegania. Tak na prawdę teren, po którym biegam z okien pociągu przestaje widzieć dopiero po odjechaniu kilkunastu kilometrów od Żyrardowa.

Ale to nie koniec. Po kilkunastu spokojnych kilometrach spędzonych na gapieniu się w przesuwający się za oknem krajobraz widzę drogę. Tą z Parzniewa na Pruszków. Miejscowi wiedzą, o którą chodzi. Biegnie nią biegacz. Niebieska kurteczka, czarne gacie. Robi poranny trening. Widzę go przez chwile, ale i tak mu zazdroszczę. Fajnie ma. Wstał na trening. Powodzenia! Szkoda, że ja rano nie pobiegałem

Do pracy na Żoliborzu z centrum Warszawy mogę dojechać na dwa sposoby. Metrem lub tramwajem. Najczęściej na Żoliborz jadę tramwajem, bo tak wygodniej a wracam metrem, bo tak szybciej. Tego dnia tez wybrałem taki wariant. Wiec jadę, odliczam przystanki: Kino Femina, Nowolipoki, Anielewicza, na Stawki wsiada do tramwaju dziewczyna. W kurteczce biegowej i długich legginsach Asicsa, Na nogach Salomony. Taaa… Pewnie jedzie pobiegać po lasku Bielańskim… Znowu ciśnie mnie zazdrość. Jakim cudem źle ustawiłem ten cholerny budzik?!

Wreszcie docieram do pracy – Sklepu Biegacza. Tak wiec nie dość, że sam nie pobiegałem to jeszcze po drodze widziałem dwójkę biegaczy i większość dnia spędzę wśród butów do biegania. Znając życie to też przed oknami sklepu kilka razy przebiegnie jakiś biegacz… Bywa…

Bo to tak już jest, że jak się samemu czegoś nie zrobi to się to widzi dookoła. I to nieświadomie. W normalnych warunkach, gdybym rano pobiegał nie obszedłby mnie aż tak ten biegacz w Parzniewie. Nie zwróciłaby aż takiej uwagi dziewczyna w Salomonach. Natomiast, kiedy nie biegałem zwracałem na takie rzeczy podwójną uwagę. Nawet jak nie chciałem.

Przynajmniej na drugi raz już nie zapomnę prawidłowo nastawiać budzika…

REKLAMA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *