Biegiem w Nowy Rok

Dlaczego w Nowy Rok, zamiast pospać do Teleexpressu, wyszedłem rano pobiegać? Bo lubię. Bo chcę zacząć ten rok, tak jak zaczynam każdy dzień – bieganiem. Bo lubię biegać w Nowy Rok. Lubię tą ciszę i pustkę w miejscach, które na co dzień tętnią życiem. Tak cicho i pusto jest tylko w Nowy Rok.

REKLAMA
Budzę się. Jest 8:30. Podnoszę rolety. Ciepłe słońce zalewa osiedle swoim blaskiem. Samochody stoją grzecznie przy krawężniku. W połowie trawnika widać leżącą butelkę po szampanie – pozostałość po nocy Sylwestrowej. Poza tym cisza. Nie słychać jadących samochodów. Nie widać żadnego spacerującego człowieka. Nawet gołębie, wystraszone petardami, gdzieś się pochowały. Świat jakby się zatrzymał.

Śniadania nie jem. Nie jestem głodny. Jedynym moim paliwem przed pierwszym biegiem w 2013 roku, staje się duży półlitrowy kubek wody. Zwykłej, mokrej wody.

Wychodzę około 9:00. Na dworze nic się nie zmieniło. Nadal nie ma ludzi, nie ma psów, nie ma gołębi… Jest tylko to, jakże przyjemne, ciepłe słońce. I cisza. O tak! Ciszy dziś mam pod dostatkiem.

Ruszam leniwie. Zanim się dobrze rozpędzam zatrzymuje mnie chłopak w czarnej kurtce.
– Jak dojść na stację PKP?
– Hm… Kawałek drogi jest.
– Wiem, ale jak dojść?
– Tą ulicą do Biedronki, potem w lewo i prosto do świateł. Na światłach w prawo i prosto aż do samych torów.
– Dziękuję!
Spoko. Pobiegłem dalej. Tak właściwie, to nie mam pojęcia, gdzie chcę biec. Na pewno po centrum miasta, bo chce doświadczyć tej pustki i ciszy, która się tam dziś znajduje.

Więc biegnę. Może trochę dookoła, ale wybiegam na ulicę 1 Maja – główną ulicę miasta. Patrzę w lewo – nic. Patrzę w prawo – nic. Nawet żółw zdążyłby przejść przez ulicę, zanim nadjedzie jakikolwiek samochód. Tak wygląda teraz całe miasto.

Żyrardów - ulica 1 Maja

Mijając dwie osoby dobiegam do placu Jana Pawła II. Jedna z nich jest w czarnej kurtce. Przelatuje mi przez głowę pytanie „Czy to ten gość, który się pytał o drogę?”. Analizuję, czy to możliwe, bo jeśli szedł zgodnie z moimi wskazówkami, to tedy powinien iść. Ale musiałby szybko iść… Nie wiem. Zanim wpadam na pomysł, by się odwrócić, jestem już daleko.

Przebiegam przez plac i jestem na ulicy Narutowicza. Nic nie jeździ, więc wybiegam na środek ulicy i biegnę asfaltem. Skręcam w ulicę Mireckiego. Kolejna duża przelotowa ulica, która jest dziś pusta aż po horyzont. Czuję się, jak na zawodach sportowych. Biegam ulicami swojego miasta, mijam miejsca i budynki, które znam z życia codziennego, lecz dziś widzę je biegnąć środkiem ulicy. Pustej ulicy. Zupełnie pustej ulicy…

Tak zaczyna się mój bieg ulicami. W alei Partyzantów zbiegam, co prawda na chodnik, ale od stacji kolejowej zaczynam wielokilometrową przebieżkę po głównych ulicach miasta.
Ulicami Bohaterów Warszawy i Środkową zmierzam na osiedle Wschód. Od stacji liczę mijające mnie samochody. Jest ich tak mało, że to bułka z masłem. Dobiegając do pierwszych bloków osiedla naliczyłem 3 samochody osobowe i 1 autobus. Szał!

Żyrardów - ulica Mireckiego

Obiegam osiedle dookoła. Nadal cały czas ulicami. Na osiedlu widzę ludzi. Szczególnie w EcoParku. Raz, dwa , trzy, cztery… Pięć osób. Z czego trójka mężczyzn i dwie kobiety. Imponująca ilość jak na tą godzinę. Jednak przy bliższym spojrzeniu wszystko staje się jasne. Każdy z trójki mężczyzn wyprowadzał na spacer psa. A obie panie były z dziećmi. Jedna z wózkiem druga bez, za to z biegającym dookoła brzdącem. Mało kto wychodzi na dwór w innym celu. Większość leczy kaca po zabawie sylwestrowej.

Skręcam w ulicę Skrowaczewskiego i opuszczam powoli osiedle. Widzę panów ze Służby Oczyszczania Miasta, którzy sprzątają resztki fajerwerków. W tym roku mam wrażenie, że mają dużo mniej pracy niż w ubiegłych latach. Mam wrażenie, że wczoraj było mniej hucznie niż rok czy dwa lata temu. W każdym razie bałagan na pewno jest mniejszy.

Wybiegam na ulicę 1 Maja. Już tą ulicą dziś biegałem, ale w centrum miasta. Teraz wróciłem na nią, ale niedaleko wylotu z miasta. Kusi mnie by wrócić na chodnik, bo to w końcu główna ulica, którą jeszcze niedawno toczyły się sznury tirów. Lecz mamy Nowy Rok. Dzień kiedy jest pusto jak nigdy. Skręcam więc w prawo i nadal asfaltem biegnę aż do rogatek miasta. To dopiero przy nich schodzę z asfaltu na chodnik.

Na drodze Żyrardów - Wiskitki

Aha… Licznik mijanych pojazdów wzrósł do 9 samochodów osobowych i 1 autobusu.

Ostatnie kilometry pokonuję chodnikiem wzdłuż 1 Maja. Kiedyś dawna trasa tranzytowa tirów dziś jest kompletnie wymarła. Odkąd otworzyli obwodnicę, tirów i tak już nie ma, ale dziś niemal nic tędy nie jeździ. Nie ma tirów, a samochodów jest jak na lekarstwo. Gdzie te czasy, kiedy regularnie tworzył się tu kilkukilometrowy korek samochodów?

Dobiegając do Resursy czuję, że mój organizm nie chce więcej już dziś biegać. Zaczynam być głodny. Zaczynam potrzebować łazienki. Ciału się dobrze biega, ale dziś chce już powoli wracać do domu.

Więc wracam. Najpierw chodnikiem, a potem znowu ulicą. A co?! W końcu takie pustki jak dziś zdarzają się na mieście tylko raz w roku!

Więcej zdjęć

REKLAMA

2 myśli na temat “Biegiem w Nowy Rok

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *