Bieg przez Most 2019 – nie zawsze jest „dzień konia”

Nie wiem co poszło nie tak. Coś na pewno, bo zakładane tempo utrzymałem tylko przez kilometr. Potem to równia pochyła zakończona na mecie. Ale i tak bieg będę nieźle wspominam. Biuro zawodów w galerii czyli pod dachem. Sporo znajomych twarzy, prosta, dość szybka trasa i całkiem ładny medal. Zabrakło mi tylko wyniku, ale nie zawsze jest dzień konia, dziś to był raczej słoń.

REKLAMA

Akt pierwszy – miłe złego początki…

Na zawodach na Białołęce biegałem po raz pierwszy. Tak w ogóle to po raz może trzeci czy czwarty, bo zdarzało mi się w ramach długich wybiegań biegać do mostu „północnego” i z powrotem. Na zawodach to był mój pierwszy raz.

Cała impreza ulokowała się w Galerii Północnej. Trochę opustoszałej jak to w niedzielę handlową ale miało to też swoje plusy. Można było pacnąć się na galeryjnej sofie i podrzemać sobie przed startem. Można było bez kolejki skorzystać z galeryjnej toalety, można było napić się kawy w co niektórych punktach gastronomicznych otwierających się o 9:00 czy 9:30. Wreszcie gdyby nawet pogoda nie była łaskawa, to byliśmy cały czas pod dachem. Nie byłoby też wielkim problemem aby rozgrzewkę też zrobić na terenie galerii.

Pogoda jednak dopisała. Niektórzy mówili, że jest wręcz za ciepło. Dla mnie było OK. Wiatru też specjalnego nie czułem. Potruchtałem na rozgrzewkę. Zrobiłem na niej to co zawsze. Nic nie zapowiadało, że start pójdzie mi źle.

Bieg przez Most - numer startowy

Ruszyliśmy punktualnie o 11 spod Galerii Północnej. Co ciekawe wśród zająców był też taki prowadzący na czas 42 minut. Na mecie powinienem być najwyżej 2 minuty za nim więc na trasie z tak dużą ilością długich prostych powinienem niemal cały czas mieć go w zasięgu wzroku. Miałem tylko przez pierwszy kilometr…

Pierwszy kilometr przebiegłem w 4:17 czyli całe trzy sekundy szybciej niż zakładał plan. Może zrobiłem go minimalnie za szybko. Może tego dnia w ogóle nie powinienem rozpędzać się do 4’20/km. Faktem jest że na drugim kilometrze najpierw minimalnie zwolniłem aby nie „przestrzelić” a potem…

Akt drugi – długa droga w dół…

Zacząłem zwalniać na potęgę. Na drugim kilometrze jestem to w stanie wytłumaczyć jeszcze tym, że nie chciałem pociągnąć zbyt mocno pierwszych kilometrów. Na trzecim to już była walka z coraz większą kolką. Ale jak to? Kiedy ja ostatni raz kolkę miałem?! K#^&a!!

Miałem i to coraz większą. Kolejne kilometry choć w moim odczuciu coraz trudniejsze, to pokonywałem coraz wolniej. Nie było tu żadnej historii tylko przekleństwa pod nosem, niemoc przyśpieszenia czy choćby zaczerpnięcia głębszego oddechu i chęć zejścia z trasy. Tym bardziej, że gdybym zszedł to idąc między blokami za kilka minut byłbym w depozycie. Męczyłem się strasznie, któryś kilometr wpadł w tempie 5’00/km, ale z trasy nie zszedłem.

Bieg przez Most - 7km

Na Moście Marii Skłodowskiej-Curie, który i tak przez większość mieszkańców jest znany jako most północny zorganizowany został odcinek specjalny. Premia zaczyna się na poziomie ulicy. Na jej trasie jest lekki wbieg na most, długa prosta w stronę Bielan, lekki zbieg, nawrotka 180 stopni, lekki wbieg, prosta powrotna tym razem w stronę Białołęki i lekki zbieg z mostu. Kto najszybciej pobiegnie ten odcinek ten dostaje dodatkową nagrodę. Nagrody na premii nie dublowały się z klasyfikacją open więc albo wygrywasz w klasyfikacji open, albo premię przez most.

Ja tą premię i bieg przez most po prostu przeżyłem. Pobiegłem w tamtą, pobiegłem z powrotem. Wracając przez most powiało mi trochę w plecy i po kilku ślamazarnych kilometrach kolka nieco puściła. Poczułem, że mogę pobiec znów trochę szybciej. Na ostatnich dwóch kilometrach co nieco z wyniku jeszcze uratowałem.

Akt trzeci – pozytywy na koniec…

Finalnie do mety dotarłem się w 45:44. Szukając pozytywów to mimo wszystko najszybsza moja dycha w tym roku. Kilka miesięcy temu w Kazimierzu było 49:14, kilka tygodni temu podczas Półmaratonu Praskiego dychę „po drodze” zrobiłem w 47:12. Teraz jest „45” z przodu więc jest postęp. Z drugiej strony nie będę ukrywał, że liczyłem na lepszy wynik i na dużo lepszy bieg.

Bieg przez Most - medal

No ale… nie zawsze jest „dzień konia”, dziś był to raczej słoń.

Tym bardziej, że trasa jest dość dobra do szybkiego biegania. Mało zakrętów. Dużo równego asfaltu. Nieduża frekwencja, która nie powoduje tłoku na trasie. Aby nie było tak idealnie są tu też na trasie miejsca które nieco wybijają z rytmu walki o wynik i mam tu przede wszystkim na myśli dwie nawrotki. Oprócz nich są dwa lekkie podbiegi na most. Nie dłuższe niż 200 metrów. Poza nią jest to bardzo prosta i szybka trasa.

Tylko mi nie poszło tak jak chciałem.

Następnym razem spróbuję się poprawić.

REKLAMA

3 myśli na temat “Bieg przez Most 2019 – nie zawsze jest „dzień konia”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *