Arctica S-88A

Okulary te kupiłem pół roku temu. Nie dlatego , że ich potrzebowałem. Po prostu, wpadł mi w oko jeden z modeli okularów Arctica, więc zacząłem się rozglądać. Im więcej się rozglądałem, tym bardziej chciałem sobie takie okulary kupić. A, im częściej bywałem w sklepie, tym więcej wiedziałem o różnych okularach i jeszcze bardziej miałem ochotę je kupić. Aż kupiłem.

REKLAMA

Charakterystyka

Na początek garść (garstka) parametrów technicznych:

  • materiał: grilamid TR 90,
  • soczewki: poliwęglanowe, pomarańczowe rozjaśniające, antifog,
  • filtr: UV 400,
  • szkła: kat.1 – średnio intensywne światło słoneczne – 43%-80%.

Producent w rubryce zastosowanie podał: „sporty zimowe”. Większości osób z tym hasłem kojarzą się narty, snowboard czy chociażby zjazd z górki na jabłuszku. Ja chciałem w nich biegać. I to najlepiej cały rok.

Design okularów jest prosty, bez zbędnych udziwnień i nierzucający się w oczy. Czarne, połyskujące oprawki koloru czarnego fortepianowego, proste jednolite zauszniki bez żadnych „ulepszeń”. Jedynymi elementami „obcymi” w oprawkach są silikonowe wstawki. Jedne są na nosku, drugie w końcówkach zauszników. Mają za zadanie utrzymywać okulary w miejscu.

Okulary wyposażone są w pomarańczowe szkła. Wybrałem właśnie takie, ponieważ wybór zasadniczo sprowadzał się do dwóch alternatyw:

  • czarne, typowo przeciwsłoneczne szkła, które chronią przede wszystkim przed intensywnym słońcem;
  • pomarańczowe, rozjaśniające, przeznaczone do sportów zimowych oraz trudnych warunków.

Jako typowa biegająca terenówka wybrałem wersję pomarańczową.

Materiały, z których wykonano okulary są solidne. Po półroczu użytkowania brak zarysowań czy innych uszkodzeń spowodowanych zużyciem. Żaden z napisów na oprawkach się przez ten czas nie starł i wszystkie są w pełni czytelne. Okulary przeżyły również owy upadek, który wykluczył mnie z biegania na prawie 2 tygodnie. Nawet z głowy nie spadły, a co dopiero mówić o uszkodzeniach.

Arctica S-88A - skład zestawu

Wyposażenie dodatkowe

Nie bez znaczenia przy wyborze był też zestaw dodatkowych akcesoriów. Oprócz samych okularów w zestawie można znaleść:

  • etui,
  • zdejmowana wewnętrzna gąbka,
  • elastyczny pasek,
  • woreczek-sciereczka z mikrofibry.

Dwa z nich szczególnie przypadły mi do gustu. Pierwszym jest wewnętrzna gąbka, która ma zatrzymywać pot oraz (w zimie) nie doprowadzać do wychłodzenia okolic oczu. Drugim jest elastyczny pasek, który można założyć zamiast zwykłych nauszników. W ten sposób okulary stają się całoroczne. Można w nich biegać zarówno latem, jak i zimą.

Główną różnicą w użytkowaniu okularów daną porą roku jest wyposażenie. W lato biega się w samych okularach. Bez gąbki, bez paska. Porą jesienną, chłodniejszą zakłada się do wewnątrz wkładkę z gąbką. A zimą, kiedy spadnie śnieg i temperatura zakłada się pasek zamiast klasycznych zauszników. W ten sposób okulary zamieniają się w gogle. I tak też je używałem w przeciągu ostatniego półrocza.

Bieganie w lato

Latem biegałem w wersji „naked”, czyli w samych okularach. Na pierwszym treningu byłem zachwycony. Biegłem w nich w lekkiej mżawce, lecz nie to było najważniejsze. Przede wszystkim dobrze się w nich czułem. Dobrze się trzymały na głowie, nie podskakiwały na nosie i się nie zsuwały. Silikonowy nosek plus silikonowe elementy zauszników dobrze spełniły swoje zadanie.

Pomarańczowe szkła zauważalnie rozjaśniają i zdecydowanie wyostrzają otoczenie. Szerokie szkła nie zawężają pola widzenia. Można bezpiecznie w nich biegać na przełaj w słabych warunkach pogodowych. Ale już na pełne słońce nie polecam. Na słońce trzeba mieć zdecydowanie ciemniejsze okulary.

Arctica S-88A - okulary

W deszczu radziły sobie ze zmiennym szczęściem. Jednego dnia biegłem w nich dobre 10 km w mżawce i nie narzekałem. Krople deszczu w pierwszej chwili przeszkadzały, lecz po pewnym czasie miałem wrażenie jakby spływały po szkłach. Widoczność była nieco słabsza, lecz nadal zadowalająca. Innego dnia, w podobnym deszczu, już po kilkunastu minutach musiałem zdjąć je z oczu. Widoczność pogorszyła mi się do tego stopnia, że dalsze bieganie w okularach było po prostu niebezpieczne.

W efekcie w trakcie deszczowych dni staram się biegać bez okularów. Ewentualnie, w okularach, ale z daszkiem na głowie. Szczególnie, gdy robię trudniejszy przełaj i nie chciałbym rezygnować z ochrony oczu.

Bieganie jesienią

Jesienią założyłem do wewnątrz wkładkę z gąbką. W takim wariancie w okularach biegało mi się zdecydowanie lepiej niż w wariancie letnim. Plusem jest, przede wszystkim, ochrona oczu przed zimnem i wiatrem. W przypadku temperatur powyżej 5°C efekt grzania oczu nie jest szczególnie odczuwalny. Natomiast, gdy temperatura spada do około zera, to tak. Wtedy różnica jest odczuwalna.

Okulary nie parują. A raczej nie parują, dopóki się biegnie. Wewnętrzna gąbka pozwala na dosyć skuteczną cyrkulację powietrza pomiędzy szkłami a ciałem i jest dobrze. Problem czasem pojawia się podczas postojów, lecz wtedy wystarczy na chwilę nieco zsunąć okulary i zacząć biec. Po kilku sekundach znowu będzie można cieszyć się pełną widocznością.

Bieganie zimą

Zimą wreszcie można było skompletować wersję ?full?, czyli okulary plus gąbka i pasek. Przyznam się, że w zimę pasek nosi się zdecydowanie lepiej od zauszników. Punktem krytycznym, kiedy należy zmienić klasyczne zauszniki na pasek jest konieczność biegania w zimowej czapce lub w buffie i lekkiej czapce. W każdym razie, w każdym z tych momentów, kiedy na głowie jest coś więcej niż tylko lekka chusta. Wtedy zauszniki po prostu uwierają i przeszkadzają. Pasek sprawdza się zdecydowanie lepiej.

Widoczność na śniegu jest zdecydowanie lepsza. Przez pomarańczowe szkła biel nie razi. Przez gąbkę zimne powietrze nie powoduje łzawienia oczu. Biega się w nich bardzo wygodnie. Świat przed nami jest zdecydowanie wyraźniejszy i bezpieczniejszy.

Natomiast z padającym śniegiem jest różnie. W przypadku większego mrozu i suchego śniegu biega się w nich bajecznie. Wiatr może zacinać śniegiem w twarz, a ty i tak widzisz wszystko przed sobą. Widoczność w takich warunkach można spokojnie porównywać z goglami narciarskimi.

Arctica S-88A - okulary z gąbką i paskiem

Zdecydowanie gorzej jest przy opadach mokrego śniegu lub śniegu z deszczem. Wtedy nie ma tak miło. Wtedy sytuacja ma się podobnie jak w przypadku samego deszczu. Śnieg, może nie jakoś dramatycznie szybko, ale jednak osiada na szkłach, ograniczając widoczność. Nie przychodzi mi do głowy żadne mądre rozwiązanie poza… zostawieniem okularów w domu. Albo po raz kolejny założeniem daszka.

Podsumowanie

Okulary są OK. Nie są panaceum na wszystkie bolączki związane z widocznością na treningach, lecz są warunki, kiedy zdecydowanie wolę je mieć, niż ich nie mieć. W lato ich przydatność jest niewielka. Na słońce przydałyby się drugie okulary z mocno przyciemnionymi szkłami. Natomiast jesienią i zimą sprawdzają się dobrze. To jest okres, kiedy z ich posiadania jestem rad najbardziej. Bardzo dobrze chronią oczy przed wiatrem i zimnem. Rozjaśniają i wyostrzają widoczność, dzięki czemu bieganie po przełajach jest bezpieczniejsze. Na deszcz czy deszcz ze śniegiem – nie polecam. Najczęściej zapadają i przestaną spełniać swoje zadanie. Jedyny opad, jaki okularów nie rusza, to suchy śnieg przy znacznym mrozie.

REKLAMA

Jedna myśl na temat “Arctica S-88A

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *