Alaskan Malamut

Kiedyś marzył mi się labrador. Kiedyś ktoś powiedział, że te psy lubią biegać. A ja to usłyszałem i przyjąłem do siebie. Tak po prostu, bez żadnej weryfikacji czy to prawda czy nie. Poza tym nie był to wybór w ciemno, bo wiedziałem jak wyglądają labradory. Wiedziałem też, że mi się podobają i że mógłbym mieć takiego psa.

REKLAMA
Labrador stał się psim synonimem biegania.

Potem nadeszło „oświecenie”. Nasłuchałem się, że labradory nie są takie fajne jak mi się wydawało. Nie wiem dokładnie o co chodziło, pamiętam, że słyszałem coś o stawach czy o innych psich chorobach oraz, przede wszystkim, że są lepsze rasy do biegania. Jako że nigdy psa nie miałem, nie orientowałem się w tym, a wgryzać się w temat po prostu mi się nie chciało.

Faktem jest, że z zachwytu nad labradorami zacząłem się wycofywać.

Ale na coś trzeba było swe uczucia przenieść…

Niecały rok temu. Zima. Mróz aż trzeszczy. Biegnę przez jedną z okolicznych wsi. Zasypane śniegiem łąki i kilka domów przy drodze. Przy jednym z nich młoda kobieta odśnieża dojazd do bramy. Mijam ją i biegnę dalej jak gdyby nigdy nic.

Nagle czuję, że coś się trąca o moją nogę. Patrzę w dół. A tam wielki biało-szary pies! Odruchowo odskakuję, ale po chwili dociera do mnie, że jakby chciał mnie ugryźć, to dawno by to zrobił. On po prostu biegnie przy mojej nodze z wywieszonym jęzorem. Pani zostająca coraz bardziej za moimi plecami, woła go! Krzyczy też, że nic mi nie zrobi, że się bawi! Ja wiem, że mi nic nie zrobi, ale to nie zmienia faktu, że dziwnie się czuję biegnąc noga w łapę z całkiem niemałym psem.

Przez sto czy dwieście metrów miałem towarzystwo. Potem pies skręcił w boczną drogę za jadącym samochodem. Ale za autem nie mógł biec tak jak za mną. Więc gdy tylko został w tyle to zawrócił i zaczął biec do mnie. W tym momencie dzielił nas kawałek pola. Pies jak to pies, nie wracał drogą, tylko biegł po najkrótszej linii, czyli prosto po polu zawalonym śniegiem. A to był piękny widok. Wielki czarno-biały pies sunący wielkimi susami przez zaspy śniegu. Głupio mi się zrobiło, że tak psa przechwyciłem, więc zatrzymałem się i zacząłem iść w kierunku powrotnym. Pies podążył za mną. Poskakał, obwąchał, znowu poskakał i gdy stwierdził, że już po zabawie, pobiegł w stronę domu. Postałem jeszcze chwilę, a gdy już pies był wystarczająco daleko, odwróciłem się na pięcie i pobiegłem dalej swoją drogą.

Tym psem był albo duży Husky, albo mały Alaskan. Nie wiem, wtedy się jeszcze nie znałem.

Teraźniejszość. Złota Polska Jesień. Wracam przez las z bardzo luźnego biegu. Jest sobotnie popołudnie, więc co kilka minut mijam spacerujące rodziny, tudzież pary. Niektórzy wybrali się na ostatnie w tym roku wycieczki rowerowe. Dzieci zbierają kolorowe liście. A ja biegnę swoją ostatnią długą prostą tego dnia. Za chwilę skręcę w lewo w stronę domu.

Na wprost widzę kolejnych ludzi. Zbliżam się do nich powoli. Jestem już blisko swojego skrętu, gdy widzę przed sobą, na środku ścieżki, wielkiego psa. Przyglądam się mu w miarę jak się do siebie zbliżamy. W końcu widzę wyraźnie. Alaskan! Przez myśl mi przeleciało tylko, że „Piękny pies!”. Zrezygnowałem ze skrętu do domu. Zrobię większe koło byle zobaczyć psa. Biegnę prosto na niego. Jest naprawdę imponujący, a im bliżej tym prezentuje się okazalej. Minąłem państwo ze smyczą. Pies zaczął merdać lekko ogonem, wywalił jęzor na wierzch i się na mnie patrzył.  Wiedziałem, że mi nic nie zrobi. On tak pięknie w tym momencie wyglądał, że gdybym mógł to bym go zabrał ze sobą. Nawet na rękach, choć pewnie swoje waży. I to nie mało!

pl.wikipedia.org

Gdy się zbliżałem do niego powoli zszedł mi z drogi jakby chciał mi zrobić miejsce. Zwolniłem, nie tyle ze strachu, ale aby móc chwilę dłużej popatrzeć na tego psa. Wielki, sięgający mi do uda. Widać, że zadbany, silny i zdrowy. Piękna lśniąca biało-czarna sierść. Ciemne oczy wpatrujące się we mnie. I ten wywieszony jęzor. Ech? Piękny jesteś piesku!

Minąłem go na centymetry. Niemal poczułem jego nos na swoich spodniach. A może to faktycznie był jego nos? Nie wiem. Niestety nie pobiegł za mną, choć wyglądał jakby bardzo chciał. Być może jest tak dobrze ułożony, że nie pobiegnie za obcym. Szkoda!

Trochę żałuję, że nie zawróciłem, ale nie ma się co martwić. Może uda mi się jeszcze raz spotkać na tego psa. Może znowu pójdę biegać tego samego dnia, o tej samej porze i na tą samą trasę. Może mi się poszczęści. Tylko tym razem na pewno zagadam z państwem, a może nawet się z psem przywitam. Miło by było!

W każdym razie teraz, gdy ktoś się mnie zapyta ?Którą rasę lubisz najbardziej?? lub ?Która rasa psów jest według Ciebie najładniejsza?, odpowiedź będzie tylko jedna: Alaskan Malamut.

REKLAMA

4 myśli na temat “Alaskan Malamut

  • 26.10.2011 o 22:42
    Permalink

    Labradory są fajniejsze, 🙂 ale mojemu dziewięcioletniemu nie kazałbym biegać… Alaskany też są fajne (znamy dwa) ale nie chciałbyś go mieć kiedy zrzuca sierść. A robi to dwa razy do roku, za każdym razem przez kilka miesięcy. 🙂

    Odpowiedz
    • 28.10.2011 o 11:56
      Permalink

      Zgadzam sie co do sierści w 100%!!! Akity tez tak mają.. Ale jak nie dbasz pedantycznie o czystośc to po pewnym czasie olewka;)))

      Odpowiedz
  • 28.10.2011 o 11:55
    Permalink

    Oczywiście nie mogłam nie zabrać głosu w psiej sprawie:))) Alaskany to fantastyczne psy do biegania na długie dystanse! Wytrenowane robia zimą i 30 km ciągnąc np wózek zaprzegowy. Minus niestety taki, ze są bardzo dominujace i raczej nie tolerują innych samców na „swoim” terenie. Oczywiście wszystko zależy od indywidualnych cech jednostki malamuciej;))

    Też zdarza mi sie biegać i spotykać zaprzęgowce, które aż się rwą do wspólnego biegu! Zazdrość mnie bierze, że Bagira taka nie biegowa już://

    Gdzies przeczytałam, ze wiekszosc problemów z psami berze się z niedopasowania charakterów psa i właściciela. Sporo takich niedpopasowanych właścicieli widuje co sobie właśnie wzieli zaprzegowca i nie maja czasu/ochoty go porządnie wybiegac, a potem płaczą, ze niszczy albo ucieka. Ja z kolei mam odwrotny problem.. Bagira nie chce tyle biegać, ale lubi długie spacery „na wolności”, wiec czesto nie starcza mi czasu na obie aktywości;) ale poza tym jakiś sie dogadujemy po tylu latach;))

    Myśle, ze każdy biegający i żwawy pies byłby szczęśliwy przy Tobie:))

    Pozdrawiam!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *