A więc można biegać ze wschodem słońca!!

6 rano to okrutna pora. Jeszcze niedawno o tej porze smacznie spałem, a tych biegających tak wczesne uważałem czasami za herosów, a na pewno za kogoś obdarzonego niesamowitą ilością motywacji. Ale tylko do czasu. Ostatnio zacząłem biegać wcześnie rano i co ciekawe wcale nie jest tak źle jakby to mi się mogło wydawać. Ba! Zaczęło podobać mi się bieganie razem ze wschodem słońca.

REKLAMA

Najgorzej jest wstać…

Najgorzej jest wstać. To chyba klucz do biegania tak wcześnie rano. Schemat jest w sumie prosty. Pobudka 5:40 tak, aby mieć te 20 minut na ogarniecie się, wypicie kubka wody i ubranie. O 6:00 juz biegam. O 7:00 juz jestem z powrotem. Potem godzina do 8:00 na czynności poranne jak śniadanie, które w moim przypadku często wygląda jak obiad, a także na przygotowanie sobie klasycznego obiadu do pracy. Deadline przypada na okolice godziny 8:00, kiedy to musze już być w drodze na pociąg do pracy. Inaczej się po prostu nie da.

Dlatego właśnie ważne jest to pierwsze wstanie z łóżka. Jak wstanę to reszta leci już jak klocki domina. Wstać, biegać, jeść, umyć się i wyjść. Jak nie zrobię pierwszego kroku w postaci wstania z łóżka to cały ten misterny plan szlag trafi, a wieczorem znając życie już biegać mi się nie będzie chciało. Bo coś trzeba w domu zrobić! Bo zmęczony jestem! Bo mnie w krzyżu boli…

A tak wstaje rano i puszczam w ruch swoja całodniową maszynkę.

Słoneczko wstawaj!

Punkt szósta póki, co jest jeszcze ciemno. To bardziej noc niż dzien. Jakaś tam minimalną łunę na wschodzie widać, ale to dopiero pierwsze podrygi dnia. Do tego wychodząc z domu jeszcze jestem zaspany, więc samo wyjście o 6 rano po ciemku nie różni się wiele od wyjścia wieczorem o 22. Jest tylko jedna subtelna różnica – o 6 rano jest dużo ciszej niż o 22 wieczorem.

Bieganie ze wschodem słońca - noc

Po ciemku ciężko się zapuszczać w las, więc biegam po swojej osiedlowej 2,5 kilometrowej pętli. Trochę asfaltu, trochę ubitej ziemi. Większość oświetlona, ale mam też dwa stumetrowe odcinki ciemności. Obiegnę taka pętle raz – mam 2,5 km, obiegnę dwa – mam 5 km, obiegnę trzy – mam 7,5 km. Kiedy obiegnę ją cztery razy będę miał przebiegnięte 10 km, a więc wybiegam tyle ile trzeba i wrócę do domu na 7:00.

Z tą myślą ruszam. Pierwsza pętla to praktycznie bieganie nocne. Pierwsza ulica, skrzyżowanie, druga ulica. Trasę znam na pamięć, więc nie musze specjalnie wysilać głowy. A to ważne, bo na pierwszym okrążeniu to ja sie dopiero budzę. Czasami zdarza mi się tu i ówdzie nawet ziewać. Budzę się na drugiej części pętli. Tam właśnie jest ziemia i są dziury, których jeszcze z powodu zmroku nie widzę. Biegnę na czuja. Wiem że z prawej strony drogi są dziury wiec biegnę lewą. Okrążenie kończę biegnąc w kierunku wschodnim gdzie na horyzoncie wisi juz blada poświata dnia.

Bieganie ze wschodem slońca - świt

Drugie kolko jest już widniejsze. Lepiej widzę te same miejsca, w których byłem raptem kilkanaście minut temu. Widać, że dzień się zaczyna. Już jestem tez rozbudzony i już jestem w stanie widzieć dziury na gorszych odcinkach pętli.

Na trzecim jest już tak widno, że gasną uliczne latarnie. Dzieje się to aktualnie około godziny 6:30. Znowu widzę coraz więcej. Tam gdzie na pierwszym okrążeniu biegłem po ciemku na czuja, tam teraz już widzę wszystko. Niby obiegnięcie pętli to dla mnie jakieś 13-14 minut, ale w te 14 minut różnica jest kolosalna. A co dopiero w 28?! Na pierwszym kółku jest praktycznie ciemno. Na drugim się rozwidnia, na trzecim już jest bardziej jasno niż ciemno. Najbardziej urokliwą różnicę widzę właśnie na końcu pętli, kiedy biegnę niemal idealnie na wschód i łunę wstającego dnia mam na wprost siebie.

Kończę bieg już praktycznie w dzien. Na czwartym okrążeniu, co prawda jeszcze nie widzę słońca na niebie, ale jest już kompletnie widno. Minęło jakieś 55 minut i jest juz dzień. Nie noc, w której zaczynałem bieg. Jest dzień, najprawdziwszy jasny dzień! I to właśnie jest najpiękniejsze uczucie. Zaczepem biegać w nocy, skończyłem w dzień! Czad!!

Bieganie ze wschodem slońca - dzień

Szkoda w tym wszystkim tylko jednego. Szkoda, że dzień się wydłuża. Za jakiś czas o 6 rano będzie już tak widno jak teraz jest o 7 i nici z biegania ze wschodem słońca. A że wstawał wcześniej nie będę to nie obraziłbym się, aby dzień już się nie wydłużał. Tak jak teraz jest najlepiej.

REKLAMA

9 myśli na temat “A więc można biegać ze wschodem słońca!!

  • 15.02.2014 o 22:01
    Permalink

    Mam takie same odczucia co do biegania rano 🙂 i co do wschodu słońca też – wolałbym żeby wieczorem przybywało dnia a rano nie 🙂

    Odpowiedz
  • 17.02.2014 o 09:17
    Permalink

    U mnie na lodówce wisi kartka, że 1 w tygodniu biegam rano przed pracą (na początek). Póki co jest niewyobrażalnie ciężko, ale wiem że bez tego nie zrealizuję celów, jako świeżo upieczony, niedospany ojciec nie mam wyjścia.

    Odpowiedz
  • 18.02.2014 o 08:27
    Permalink

    Pewnie, że się da, ale faktycznie jest ciężko 🙂
    Też wstawałem o 6 i raz bieganie, raz basen – wytrzymałem pół roku 🙂
    Teraz wróciłem do biegania wieczorami – trochę więcej czasu mogę wtedy poświęcić na bieg niż ta godzina rano.

    Odpowiedz
    • 18.02.2014 o 10:02
      Permalink

      No właśnie ja nie biegam szybko, więc w godzinę rano jestem w stanie zmieścić ok 11 km, do tego dochodzi rozciąganie, prysznic…i robi się 1:45 min. Jak do pracy na 8 to pobudka raczej przed 6. Dziś sie nie udało, ale jutro mam na 8:15 więc spróbuję jeszcze raz.

      Odpowiedz
  • 28.02.2014 o 17:25
    Permalink

    Mam pytanie do Ciebie odnośnie biegania rano.
    Czy po wstaniu i „szybkiej” porannej toalecie robisz jakąś małą rozgrzewkę w domu? Czy idziesz biegać bez rozgrzewki?
    I druga rzecz, która mnie interesuje: otóż czy przed porannym bieganiem jesz coś?
    Czy biegasz nadczo?
    Jeżeli chodzi właśnie o ewentualne poranne małe jedzenie przed pójściem biegać to co być polecał?
    Czy np. porządna szklana wody w zupełności powinna mi wystarczyć przed pójściem biegać (dystans 10 km).
    Z góry dzięki za odpowiedź.
    Pzdr.

    Odpowiedz
    • 03.03.2014 o 22:20
      Permalink

      Rozgrzewki jako takiej rano nie robię. Rozgrzewką są pierwsze kilometry które są wolniejsze i na których się tak naprawdę budzę.

      Z jedzeniem jest różnie. Czasami jem czasami nie jem. Jeśli jem, to w moim przypadku najczęściej jest to kromka lub dwie pełnoziarnistego pieczywa, posmarowana lekko majonezem. Jeśli nie majonez, to druga w kolejności do smarowania chleba jest nutella. Czy to najlepsze co można zjeść rano? Nie wiem. Mi w każdym razie taka przekąska najlepiej rano odpowiada.

      Odpowiedz
  • 20.05.2014 o 21:14
    Permalink

    W największe letnie upały wstawałem na trening o 4 rano. Świetnie biega się gdy jeszcze całe miasto śpi, a widok zdziwionego kierowcy komunikacji miejskiej, który po nocnym kursie wraca do zajezdni bezcenny. Nie mogę się znów doczekać lata 🙂

    Odpowiedz
    • 21.05.2014 o 15:47
      Permalink

      U mnie kierowcy komunikacji miejskiej na pętli autobusowej już się dawno przestali pukać się w głowę na mój widok 😉

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *