7 lat z życia blogera, czyli prawie wszystko o moim blogowaniu

Tak. Dokładnie 7 lat temu kliknąłem pewien malachitowy przycisk i blog „Paweł Biega” ujrzał światło dzienne. Od tego czasu zmieniały się narzędzia, cele i moje podejście do bloga. O tym nigdy nie pisałem. Dziś piszę z okazji urodzin.

REKLAMA
Abym nie miał za łatwo podzieliłem się pomysłem na dzisiejszy wpis z kilkoma zaufanymi osobami, które w realnym świecie pytały się jak blog wygląda „od kuchni”. Oto co chciały wiedzieć:

JK: Co jest z perspektywy czasu Twoim największym sukcesem w bieganiu?

Z perspektywy czasu to chyba fakt, że cały czas biegam. Łatwo jest zacząć, wydłużać dystanse, biegać coraz szybciej i szybciej a potem w pewnym momencie stanąć i nie mieć już celu i motywacji do kolejnego kroku. Też miałem chwile zwątpienia i wypalenia. Przez półtora roku biegałem „od przypadku do przypadku”. Mimo wszystko jednak dalej biegam i mimo, że to już dziesięć lat jak przebieram nogami to cały czas mam z tego frajdę.

Jest w tym też zasługa bloga, bo on też jest motywacją aby biegać. No bo jak prowadzić bloga biegowego nie biegając?!

MG: Co Paweł robiłby gdyby nie biegał?

Czy ja wiem, może nadal jeździł bym widlakiem w Tesco…

A tak poważnie to nie zastanawiam się nad tym. Szkoda czasu. W pewnym momencie życia w wyniku różnych okoliczności zacząłem biegać, potem pisać, a potem wymyśliłem sobie, że nie ma w Polsce przecież żadnej osoby która ma przegląd całego rynku sprzętowego. Zróbmy to!

JK: Jedna, sportowa lekcja od życia, którą zapamiętasz i chcesz się nią dzielić z innymi?

Szanuj zdrowie i jeśli nawet zejdziesz z trasy na jakimś biegu aby je ochronić to wygrałeś. Najgłupszą rzecz jaką zrobiłem podczas biegania miała miejsce we Wrocławiu w 2011 roku. Wystartowałem wtedy w maratonie na antybiotykach. Na trasie lał się żar a ja właściwie od 10 kilometra walczyłem o to aby poruszać się (nie biec) do przodu. Po trzydziestym kilometrze leżałem na chodniku z wyczerpania. Na moje nieszczęście nie było w zasięgu wzroku sanitariuszy, którzy by mi nie pozwolili na trasę wrócić. A ja głupi po każdym takim zgonie wracałem na trasę…

Biegając raptem od dwóch lat każdy start był tym najważniejszym. Z długiej perspektywy to była po prostu głupota. Walka z własnymi słabościami walką, ale kiedy masz ryzykować zdrowie to najlepiej jest odpuścić. Na tym jednym biegu świat się nie kończy.

JK: Jakie są twoje zainteresowania prócz biegania i jazdy na rowerze?

Interesuję się wieloma rzeczami. Od zawsze była to informatyka. Mam nawet takie wykształcenie i nie waham się go używać. Lubię też fotografię i to też wykorzystuję na co dzień.

Z mniej oczywistych lubię czytać na co niestety ostatnio brakuje mi czasu. Przekładam też muzykę nad obrazy w telewizorze i nie miałbym nic przeciwko nauczenia się gry na perkusji lub chociaż na djembe. Choć wiem, że potem by mnie sąsiedzi wyeksmitowali.

WG: Skąd pomysł na bloga?

Sam już nie wiem czemu, ale zaczynając biegać zacząłem spisywać swoją biegową historię i swoje biegowe przemyślenia. Miałem wtedy jedną jedyną czytelniczkę. Mówiła mi: Zrób z tego bloga! Ludzie będą Cię czytać! Będzie dobrze! Uwierz w siebie!

Uwierzyłem!

ŁS: Gdzie się widzisz za pięć lat?

Szczerze to nie wiem. Pięć lat temu miałem wizję aby stworzyć na blogu miejsce które będzie bazą butów biegowych. Chciałem dzielić się wiedzą i pokazać, że stojące buty różnią się między sobą czymś więcej niż tylko kolorem. A akurat o różnicach między modelami producenci pisać nie lubią. Trzeba wtedy napisać który jest gorszy, mniej amortyzowany… Miałem też w pewnym momencie ambicję, którą kilka osób trochę wyśmiewało, aby napisać o każdym bucie jaki jest na rynku. Z tym ostatnim się nie do końca udało, bo nie nadążam za producentami obuwia ale pierwsze cele udało mi się spełnić.

Blogowo chcę tą wizję rozwijać. Mam jeszcze kilka pomysłów w zanadrzu. Wiem w jaką stronę blog ma dalej iść. Wiem też, że wszystko zmienia się tak dynamicznie, że ciężko coś zakładać. W takich sytuacjach zawsze mówię że pięć lat temu nie marzyłem o miejscu w jakim jestem teraz. Za pięć lat chcę być w miejscu o jakim teraz nawet nie marzę.

JK: Co się zmieniło na przestrzeni tych 7 lat w sposobie prowadzenia bloga jak i u samego Pawła?

Wszystko! Pierwsze teksty to był typowy pamiętnik gościa, który chciał przebiec maraton. Teraz może być w to ciężko uwierzyć ale część tekstów pisałem w zeszycie a potem dopiero przepisywałem na komputer. Wtedy nie ograniczała mnie bateria w laptopie a długość wkładu w długopisie. Zmieniało się też podejście. Najbardziej w momencie kiedy rozpocząłem pracę w Sklepie Biegacza i postanowiłem się uprofesionalnić. Pojawiły się analizy oglądalności tekstów i pisanie na tematy na które jest popyt. Zacząłem zwracać uwagę na to, że teksty o pewnych markach/produktach sprzedają się jak ciepłe bułeczki, a o innych co bym nie napisał to leżą odłogiem. Coraz bardziej bawiłem się częścią wizualną i formatowaniem bo przecież większość osób tekst skanuje wzrokiem wyłapując najważniejsze rzeczy a nie czyta od deski do deski. Pojawiły się reklamy, współprace. W pewnym momencie okazało się, że blog to właściwie moja mała „firma” w której pracuję.

JK: Skąd czerpiesz inspiracje do kolejnych wpisów?

Tak naprawdę są dwa główne sposoby. Pierwszy to ten techniczny. Związany na przykład z analizą tego czego czytelnicy szukają na blogu czy w Google. Czasami związany z premierami nowych nowych butów czy kolekcji. Takie teksty są planowane z pewnym wyprzedzeniem. Mało jest w nich przypadku.

Drugi sposób to ten kiedy pomysł na tekst wpada Ci do głowy w… tak, czasami w toalecie. Ale też podczas zawodów, w drodze do pracy, w metrze, w swetrze, w kinie czy w Lublinie. Czasami dzieje się to podczas rozmów z klientami, bo poruszają takie kwestie, na które sam nigdy bym nie wpadł. Warto wtedy mieć smartfona i zrobić sobie notatkę ewentualnie napisać kilka pierwszych zdań. Bez tego pomysł przepadnie.

Czasami też o teksty proszą mnie klienci w sklepie lub czytelnicy bloga. Tak, więc jeśli chcecie o czymś przeczytać a jeszcze o tym nie pisałem to dajcie znać w komentarzach.

JK: Jakich wskazówek mógłbyś udzielić osobom które dopiero zaczynają swoją przygodę z tworzeniem bloga?

Pierwsza to: Zrób to! Nawet jak masz tylko ogólną wizję tego co chcesz przekazać i jak chcesz przekazać. Wszystkiego nie nauczysz się przed uruchomieniem bloga. To proces w którym uczysz się cały czas. Nie pisz o wszystkim jak leci, ale znajdź coś czym się wyróżnisz i coś co będzie interesowało Twoich czytelników (nie Ciebie). Pamiętaj też o wytrwałości. Nie od razu Kraków zbudowano. Nie zaczynaj tylko z myślą, że zrobisz bloga i będziesz „trzepał kasę”. Jak będziesz robił to dobrze, pieniądze (jakieś) się pojawią.

ŁS: Co w prowadzeniu bloga jest dla Ciebie najtrudniejsze?

Ogarnięcie „tego wszystkiego”. Prowadzę bloga sam i właściwie nie było sytuacji abym jakąś większą pracę zlecał osobom trzecim. Mam wrażenie jednak, że ten czas się zbliża.

Tymczasem w obecnej sytuacji muszę być programistą, grafikiem, seowcem, fotografem, redaktorem, marketingowcem, księgowym, analitykiem, socialmedia ninja i szefem w jednym. Najczęściej nie mam z tym problemu, ale czasami bywa tak, że muszę wznieść się na „level master” w organizacji czasu.

JK: Co daje Ci największą satysfakcję w prowadzeniu bloga?

Najmilszy moment tej roboty, to ten kiedy „ni z gruszki ni z pietruszki” ktoś zaczepia Cię i mówi, że na blogu robię „zajebistą robotę” i „żebym trzymał tak dalej”. To jest dla mnie bardzo miłe i to największe potwierdzenie tego, że dobrze robię.

PT: Twoja największa wtopa?

Większe wtopy na szczęście mnie omijają, ale jest jedna którą szczególnie pamiętam. Kiedy zaczynałem pisać o butach zrobiłem czeski błąd i napisałem że Supernova Glide Boost 6 waży XXX gramów. Jakiś czas później na innej stronie czytając o tym samym bucie zobaczyłem wagę XXX gramów i zapaliła mi się lampka, że gość pisze głupoty i skąd on taką cyfrę wytrzasnął?!

Miałem chwilę, zacząłem szukać i jedyną stroną skąd mógł to wziąć było pawelbiega.pl i dotarło do mnie, że to ja się „rypnąłem” a on uznając mnie za wiarygodne źródło, skopiował to ode mnie. Uświadomiło mi to, że co jak co, ale na pawelbiega.pl muszę dbać o to co piszę.

JK: Które blogi sam czytasz?

Szczerze to nie ma takiego którego czytałbym regularnie i czekał na kolejne wpisy. Jest kilka klasyków w świecie biegowym do których nie wypada nie zaglądać jak warszawskibiegacz.pl, runtheworld.pl czy biecdalej.pl, ale poza nimi zaglądam też do wielu innych. Staram się zaglądać wszędzie, ale traktuję, to jako bycie na bieżąco.

Natomiast jeśli miałbym wskazać z imienia i adresu blogi nie biegowe to zdarza mi się przesiadywać na mrvintage.pl, którego od wielu lat cenię za profesjonalizm oraz ostatnio na podlinski.net, który pewnego dnia trafił do mnie ze swoimi poradnikami dotyczącymi… włosów.

ŁS: Jaki jest Twój cel w prowadzeniu bloga?

Od kliku lat są dwie główne idee bloga. Jedną z nich jest pokazywanie biegania na swoim przykładzie. W ten sposób blog cały czas ma coś w sobie z takiego typowego pamiętnika od jakiego się zaczął, gdzie opisuję swoje doświadczenia. Oczywiście często moje doświadczenia są bazą do tworzenia tekstów poradnikowych ale to też okazja do pokazania, że bieganie może być pasją, stylem życia i można się tym cały czas bawić.

Drugą ideę można nazywać celem. Jest to pomoc w doborze butów. Modelowym czytelnikiem bloga jest osoba, która staje przed kolorową ścianką z butami i zastanawia się: Które?! Moją rolą jest pomóc, tym bardziej, że dostęp do specjalistycznych sklepów ograniczony jest tylko do największych miast. Poza nimi najlepszym i najszybszym źródłem informacji jest internet. Moim celem jest właśnie pomoc i pokazywanie czym różnią się poszczególne modele między sobą. Dlaczego ten będzie lepszy od tamtego. Tutaj wygrywają wszyscy. Czytelnicy, którzy dostają konkretne odpowiedzi i dowiadują się rzeczy z pierwszej ręki. Ja i mój blog ponieważ każdy czytelnik generuje ruch i komentarze. Wygrywa również Sklep Biegacza w którym pracuję i z którym współpracuję jako bloger, ponieważ wiele osób później właśnie tam dokonuje swoich zakupów.

JK: Jakbyś miał pokrótce podzielić swoich czytelników, to według jakich kategorii byś to zrobił?

Podzieliłbym ich właśnie na tych modelowych (do których skierowana jest większość tekstów) czyli mężczyzna 25-45 lat zainteresowany sportem szukający butów do biegania. Oraz resztę. Staram się w przeglądy butów czy zestawienia wplatać coraz więcej produktów dla kobiet, ale pewnej rzeczy nie przeskoczę. Jestem facetem i do facetów jest mi pisać łatwiej i naturalniej.

AM: Ile czasu przyglądasz się nowemu modelowi nim bierzesz go pod swoje pióro?

Ciężko jednoznacznie powiedzieć. Często zanim buta wezmę pierwszy raz w ręce to najczęściej już miałem okazję czytać jego specyfikacje. Często zanim go pierwszy raz przymierzę miałem już okazję pomacać sample w showroomie. Generalnie zasiadając do pisania o bucie mam już o nim sporo suchych informacji, które później zestawiam z tym co mam w ręku i na nodze.

Tak w ramach ciekawostki pisząc zawsze też mam buta pod ręką. Czasami leży na biurku. Czasami mam go akurat na stopach. Bez fizycznego kontaktu byłoby ciężko. Ale nie jest to niemożliwe…

WR: Ile czasu powstaje tekst i się redaguje?

To zależy jaki tekst. Bywały takie teksty, które pojawiały mi się w głowie niczym jasno świecąca żarówka i przelewałem je na bloga w 30 minut jadąc do pracy. Szkoda, że takie złote strzały zdarzają się tak rzadko.

Na drugim biegunie są wszelkie zestawienia. Największe, najbardziej przekrojowe zestawienia to czasami i 5-6 godzin pracy. Myślę, że było kilka nad którymi prace trwały jeszcze dłużej. Rozbite na kilka dni oczywiście. Zbiera się na to zbieranie informacji technicznych, pisanie, grzebanie w katalogu producenta, znowu pisanie, przygotowanie/obróbka zdjęć, formatowanie, korekta i poprawki niekończących się literówek. Warto przy tym jednak posiedzieć, bo to kluczowe teksty z punktu widzenia całego bloga.

TD: Jak powszechnie wiadomo Saucony dostarczyło buty na pierwszy lot w kosmos, gdybyś miał przetestować takie buty przed lotem, od czego byś zaczął?

Nie wiem, ale być może oddałbym prawą nerkę aby takie przetestować bo to znaczyłoby że lecę w kosmos! Spodziewam się też, że buty do lotu w kosmos byłby tak inne od wszystkiego co moje ręce macały i w co wkładałem swoje stopy, że miałbym o czym pisać. Powiedziałbym: Zróbmy to!

A ty jakie masz do mnie pytania?

REKLAMA

Skomentowali

  • Tomek
    09.06.2018 at 08:17
    Permalink

    Gratuluję jubileuszu! Trafiłem tutaj stosunkowo niedawno i to jest dokładnie to czego oczekiwałem. Porządne opisy sprzętu/butów w oderwaniu od marketingowego bełkotu oparte na chłodnym rzeczowym spojrzeniu na sprawę.
    Wielki dzięki! Nie ustawiaj i wszystkiego najlepszego na kolejne lata!!!

    Odpowiedz
  • Sławek
    09.06.2018 at 08:41
    Permalink

    Gratuluję świetnego bloga! A co do przyszłości i marzeń, to może vlog?

    Odpowiedz
  • Blue Dog
    10.06.2018 at 14:13
    Permalink

    Sto lat:) Dzięki za prowadzenie bloga. ZAWSZE jak mam zamiar kupić buty najpierw sprawdzam co o nich napisałeś 🙂

    Odpowiedz
  • Wojtek
    11.06.2018 at 09:06
    Permalink

    Kupiłem już trzy pary butów kierując się Twoim opisem i recenzją, wszystkie były bardzo trafione i doskonale odzwierciedlały to jak je opisałeś….świetna robota. Teraz czekam na tekst o Pegasus 35

    Odpowiedz
  • Mateusz
    11.06.2018 at 14:32
    Permalink

    Wszystkiego dobrego Panie Pawle i kolejnych 7 lat życzę! 🙂

    Odpowiedz
  • Darek
    13.06.2018 at 20:47
    Permalink

    Świetny blog! Doskonałe źródło informacji napisane fajnym językiem. Oby tak dalej. Wszystkiego najlepszego !

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *