37. Maraton Warszawski nie dla mnie – głos rozsądku wygrał

Rozpisywać mi się nie chce, więc będzie krótko. Chciałem ukończyć swój szósty z rzędu Maraton Warszawski. Chciałem go przebiec nawet będąc bez formy i nie będąc do niego specjalnie przygotowanym. Byłem nawet na jego starcie, ale nie pobiegłem…

REKLAMA
W sobotę z katarem i zapchanymi zatokami przyjechałem na Stadion Narodowy. Posiedziałem na Run Blog Fest, odebrałem pakiet startowy, pokręciłem się po Expo. Później pojechałem do domu w dalszym ciągu się kurować.

Niedziela zaczęła się gorzej niż sobota. Wyspać się nie wyspałem bo z powodu bólu głowy, zapchanych zatok, kataru, sam nie wiem czego, dwa razy budziłem się w nocy. Rano zatoki zapchane miałem jakby bardziej. Wysmarkać się nie da. Głowa boli. Temperatura – 37,5 stopni Celsjusza. Tragedii nie ma, ale to jednak więcej niż 36,6.

Z jednej strony chciałem pobiec, więc zacząłem się szykować, zjadłem śniadanie, łyknąłem leki, spakowałem się… Z drugiej, coś mi mówiło, że robię głupotę, bo nie powinienem biec, tym bardziej, że i tak o nic specjalnego walczył nie będę. Ot, miałem zaliczyć kolejny maraton.

37 Maraton Warszawski - numer

To taki dylemat, bo z jednej strony jest presja, którą samo biegowe środowisko sobie wbija do głowy, że biegacze to twardziele, biegają w każdych warunkach i byle choroba ich nie zatrzyma. Z drugiej strony jest głos rozsądku, który mówi że czasami trzeba odpuścić, bo zdrowie jest ważniejsze. Jest po prostu granica po przekroczeniu której już nie jesteś twardy, a nieodpowiedzialny.

Skonsultowałem się ze swoim głosem rozsądku w postaci koleżanki, z którą nie jeden maraton razem przebiegłem. Znamy się aż za dobrze. Napisałem co i jak. Pierwsza wiadomość brzmiała „Ja bym została w domu”. Później dostałem jeszcze kilka innych wiadomości dlaczego mam nie biec. Posłuchałem i wyszło mi to na dobre. Samemu może być ciężko podjąć taką czy inną decyzję. Jeśli masz kogoś kto sam trenuje i potrafi z boku ocenić sytuację, to warto do niego napisać/zadzwonić. I posłuchać.

Tak więc nie pobiegłem w 37. PZU Maratonie Warszawskim. Byłem za to na starcie. Odprowadziłem swojego tatę na start – przebiegł swój drugi maraton i ustanowił życiówkę na poziome 4:06:07. Spotkałem też Pawła Raczyńskiego, który chwilę później startował jako pierwszy w sztafecie, a finalnie zajął z nią drugie miejsce w klasyfikacji generalnej.

A ja… Wróciłem do domu pod kołdrę, a temperatura wzrosła do 38 stopni Celcjusza.

Dobrze zrobiłem.

REKLAMA

9 myśli na temat “37. Maraton Warszawski nie dla mnie – głos rozsądku wygrał

  • 28.09.2015 o 15:29
    Permalink

    Zuch chłopak!
    A ja wiem jak boli rezygnacja…

    Odpowiedz
  • 28.09.2015 o 15:32
    Permalink

    Zdrowia! Biegacze to jednak mądrzy ludzie 🙂

    Odpowiedz
  • 28.09.2015 o 16:12
    Permalink

    Mądra decyzja, dzięki której z pewnością pobiegniesz 38 Maraton Warszawski. Bieg w takim stanie jak opisujesz byłby zwykłą głupotą.
    Pozdrawiam i gratuluję mądrej decyzji 🙂

    Odpowiedz
  • 28.09.2015 o 20:12
    Permalink

    Dobrze zrobiłeś. Maraton to poważny bieg. Czasem lepiej odpuścić niż upierać się przy starcie.
    Podobnie miałem ja w Krynicy na górskim biegu – z powodu braku formy na ten bieg wybrałem 2 uliczne biegi.
    zdrówka 🙂

    Odpowiedz
  • 10.10.2015 o 18:18
    Permalink

    Też musiałem zrezygnować z maratonu, w kwietniu odebrałem pakiet OWM i zostałem w domu. Na szczęście we wrześniu udało się pobiec w Berlinie. Powrotu do zdrowia!

    Odpowiedz
  • 11.10.2015 o 17:50
    Permalink

    Mądra decyzja. Biegać, czy też nie biegać trzeba z głową.

    Jeszcze wiele maratonów przed tobą! Powodzenia!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *