10000 kilometrów

Prawie trafiłem z prezentem na urodziny. Prawie oznacza, że (jak można się było spodziewać) pospieszyłem się z nim o kilka dni. Za 2 dni przypadną moje kolejne urodziny, a już wczoraj na biegowym liczniku wszechczasów pękło 10 000 kilometrów. Z tej okazji popełniłem małe podsumowanie całych dziesięciu tysięcy kilometrów.

REKLAMA

Kiedyś nawet nie przypuszczałem, że będę tyle biegał. Kiedyś liczyłem kilometry w dziesiątkach. Cieszyłem się jak głupi z każdego z nich. Każdy był wyzwaniem i był okupiony wielkim wysiłkiem.

Potem liczyłem je w setkach. Stałem się wtedy regularnym biegaczem. Takim, który pokonał początkowy kryzys i wkręcił się w bieganie. Takim, który zaczął marzyć o maratonach?

Wreszcie liczyłem kilometry w tysiącach. Biegałem maratony i nawet przebiegłem jeden ultramaraton. To wiele długich kilometrów, ale im ich więcej, tym mniejszą wagę do nich przykładałem. W ostatnich miesiącach, gdyby nie blog, to nie znałbym swoich tygodniowych kilometraży.

Teraz pękło 10 000 i wypadałoby to jakoś podsumować.

Łyk statystyki

Bieganie można podsumowywać na wiele sposobów. Jednym z najprostszych są cyfry. Tak też i ja poczynię. A żeby nie było nudno przytoczę kilka tych bardziej oryginalnych. Bo jak nie teraz to, kiedy?

Otóż:

Pierwszy swój kilometr przebiegłem 15 grudnia 2008 roku, dziesięciotysięczny natomiast, 3 marca 2013 roku. Daje to 1539 dni. Kawał czasu.

W tym czasie biegać wyszedłem 844 razy.

Przebiegłem łącznie 10 003,5 km.

Zajęło mi to 930 godzin, 24 minuty i 55 sekund.

Średnie tempo jak ?łatwo policzyć? wyniosło 5:35 min/km.

Z dzienniczka można wyciągnąć, że najczęściej biegam we wtorki, ale tak naprawdę biegam codziennie poza poniedziałkami, które już od dawna z zasady mam wolne. Widać to wyraźnie w tabeli:

poniedziałek wtorek środa czwartek piątek sobota niedziela
34 148 133 139 113 143 134

Lecz tabelka ta jest złudna, bo nie przedstawia, ile kilometrów, którego dnia przebiegłem. Patrząc na kilometraż, poniedziałek notuje jeszcze gorszy wynik, a na zdecydowanego lidera wychodzi niedziela. W sumie nic dziwnego, to tradycyjny dzień długiego wybiegania:

poniedziałek wtorek środa czwartek piątek sobota niedziela
291,3 km 1387,4 km 1355,7 km 1394,1 km 1120,5 km 1904,5 km 2549,4 km

Najczęstszą godziną moich treningów jest godzina 9:00 (23,1% treningów) a także 20:00 (17,8% treningów). Najbardziej oryginalną porą rozpoczęcia biegu była godzina 3:20. Wtedy to startowaliśmy do IX Biegu Rzeźnika.

Najczęściej na jednym treningu pokonywałem dystans 11 kilometrów (21,8% treningów), potem 12 km (13,9%) a także 10km (11,4%). Jak widać jestem mocno przywiązany do godzinnych rozbiegań. Same te 3 dystanse odpowiadają za 47,1% moich treningów.

Najdłuższy dystans, jaki pokonałem to oczywiście 77,7 kilometra po Bieszczadach w ramach IX Biegu Rzeźnika. Tego dnia pokonałem też swój największy dystans w pionie a mianowicie 3235 podbiegów i 3035m zbiegów.

Natomiast najkrótszy dystans to 1,14 kilometra. Tyle przebiegłem 24 maja 2012 roku. Dlaczego tak mało? Szczerze nie wiem, ale właśnie tyle widnieje tego dnia w moim dzienniczku treningowym.

Gdzie bym dobiegł?

Pisząc o pierwszym 5000 kilometrów pisałem o tym, że to tyle, co z Polski do Etiopii. Logicznie rzecz biorąc 10000 kilometrów pozwoliłoby mi pobiec do Etiopii i wrócić. Ale to by było za proste.

Dystans 10 000 kilometrów to 1/4 obwodu ziemi. To tak jakbym pobiegł w linii prostej z Warszawy do stolicy Brazylii ? Brasilii. Po drodze, z większych Polskich miast odwiedziłbym Łódź i Wrocław. Potem minąłbym Czechy, Niemcy, Szwajcarię, Francję i słoneczną Hiszpanię. Przeprawiłbym się przez Atlantyk. Najlepiej biegiem. Może nawet biegając dookoła pokładu statku. Na postawienie stopy na ubitej ziemi okazję miałbym dwie. Pierwszą na Wyspach Kanaryjskich a drugą na Wyspach Zielonego Przylądka. Potem już prosto do Ameryki Południowej. Ostatnie 1500 km pokonałbym po brazylijskich sawannach. W ten sposób pokonałbym 10000 kilometrów i dotarł do Brasilii.

Ale to tylko fikcja i wyobrażenie jak daleko bym dobiegł, gdybym przebiegł tyle na raz. W rzeczywistości większość tych kilometrów spędziłem w żyrardowskim lesie, który z Brazylią nie ma wiele wspólnego.

Ale i tak jestem zadowolony. Z każdego z tych kilometrów. Niektóre były lepsze inne gorsze, ale wszystkie jednakowo ważne. Wiele z nich zapadło w pamięci. Niekoniecznie tych najszybszych czy najcięższych. Niektóre były piękne same w sobie. Przez spotkanych ludzi, niezapomniane widoki, czy też przez to, co akurat działo się w mojej głowie. Wiele z nich zostało uwiecznionych na tym blogu a jeszcze więcej w mojej pamięci.

I wiele jeszcze przede mną.

REKLAMA

4 myśli na temat “10000 kilometrów

  • 04.03.2013 o 21:15
    Permalink

    Gratulacje! Piękny kilometraż 🙂

    Jestem pod wrażeniem tych tabelek tygodniowych. Bardzo fajne zestawienie, szczególnie to drugie z kilometrami.

    Odpowiedz
  • 05.03.2013 o 12:23
    Permalink

    Jestem pod wrażeniem, 10000 to jest coś! 🙂 Ja powoli zbliżam się do swojego pierwszego 1000 🙂

    Odpowiedz
  • 07.03.2013 o 10:22
    Permalink

    Gratuluje! Niezły wyczyn 😉

    P.S. Korzystasz z jakiegoś elektronicznego dzienniczka treningowego?

    Odpowiedz
    • 07.03.2013 o 22:24
      Permalink

      Dzięki:)

      Oficjalne wyniki od zawsze zbieram w Excelu. A tak poza tym, to część treningów jest rejestrowana w nike+, część w endomondo, a w przeszłości korzystałem też jeszcze z kilku innych rozwiązań.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *